Piątego lutego, w Pałacu Dietrichsteinów w Wodzisławiu Śląskim, ponad pięćdziesiąt liderek spotkało się na wieczorze pod nazwą Kobiecy Format. Nie rozmawiałyśmy o ekspansji ani o twardych wynikach. Rozmawiałyśmy o odwadze bycia sobą, o braniu odpowiedzialności i o prawie do porażki. Moje wystąpienie nosiło tytuł, który nie każdemu się spodobał: „Pozwól sobie przegrać, by wreszcie wygrać”.
Poniżej to, co wtedy powiedziałam. Bez slajdów, za to z tym samym pytaniem na końcu.
Mit nieomylnego lidera
Biznes nauczył nas grać „na wynik”. Wielu liderów boi się porażki bardziej niż straty pieniędzy, bo pieniądze da się odrobić, a wizerunek osoby, która się nie myli, nie. Na sali zadałam pytanie, które zadaję też na sesjach: jak bardzo napompowany jest Twój balonik? Im mocniej, tym głośniej pęka i tym mniej zostaje po pęknięciu.
W biznesie nie przegrywa się raz. Przegrywa się wtedy, gdy nie wyciąga się wniosków.
Porażka jako moment graniczny
Kryzys w firmie, w relacji, w decyzji strategicznej. Pracuję też jako mediatorka, więc widuję ludzi dokładnie w chwili „pęknięcia”. Widzę wtedy jedno, powtarzalne zjawisko: wielu liderów działa dalej, choć wewnętrznie nie ma już zasobów. Nie dlatego, że nie widzą problemu. Dlatego, że zatrzymanie się wygląda w ich oczach jak przyznanie się do słabości.
Pozwolić sobie przegrać nie znaczy odpuścić. Znaczy trzy rzeczy:
- zatrzymać się zamiast brnąć,
- przyznać się do zmęczenia, do błędu, do straty kierunku,
- oddzielić porażkę od tożsamości: „to mi nie wyszło” to nie to samo, co „jestem słaba”.
Moje trzy porażki
Nie mówię o tym z pozycji kogoś, kto o porażce czytał. Mam swoje trzy: rozwód, zmianę branży z turystyki na przemysł maszynowy i odejście z firmy, którą przez lata współtworzyłam. Każda z nich w swoim czasie wyglądała jak koniec. Każda okazała się granicą, za którą było więcej, nie mniej. I każdą przeszłam tak samo źle, jak przechodzi się je zwykle: najpierw brnąc, potem dopiero zatrzymując się.
Moje motto brzmi „życie to moje hobby”. To nie jest hasło z kubka. To filozofia wykuta w ogniu prawdziwych prób.
Prawo do porażki jest kompetencją
I to jest sedno. Prawo do porażki nie jest cechą charakteru, z którą się rodzisz albo nie. To kompetencja do działania pomimo lęku, której można się nauczyć. Co daje, gdy się ją ma?
- Nie musisz wszystkiego kontrolować.
- Masz prawo być sobą, także wtedy, gdy nie wychodzi.
- Spada napięcie wewnętrzne, bo „na ten moment zrobiłam, co mogłam” jest zdaniem prawdziwym, a nie usprawiedliwieniem.
- Urealnia się to, co się wokół dzieje.
- Rośnie pewność siebie.
I zdanie, które zostawiam zawsze na koniec tej listy: sukces ekscytuje, ale nie uczy.
Co wygrywają liderzy, którzy przegrali świadomie
Dojrzałość decyzyjną. Większy spokój pod presją. Autentyczność w relacjach biznesowych. I lepsze zespoły, bo lider, który przestaje udawać, przestaje też wymagać udawania od ludzi wokół siebie.
Stąd nowa definicja wygranej, którą zaproponowałam w Wodzisławiu:
- wygrana to nie brak porażek, tylko lekcja wyciągnięta, zanim się wycofasz na zawsze;
- wygrana to zdolność powrotu do siebie po stracie;
- wygrana to biznes, który nie kosztuje zdrowia, relacji i sensu.
Największą przewagę konkurencyjną w najbliższych latach będą mieli nie ci, którzy nigdy nie przegrali, ale ci, którzy potrafili się zatrzymać, zrozumieć porażkę i wrócić silniejsi — jako ludzie i liderzy.
Jak ćwiczyć prawo do porażki
Zrób coś pierwszy raz w życiu. Cokolwiek, co ma realną szansę nie wyjść. To najprostszy trening odporności na porażkę, jaki znam, i najczęściej pomijany.
Buduj sprawczość. Jeżeli bierzesz odpowiedzialność za siebie, bierzesz sprawczość. Jeżeli obwiniasz innych, oddajesz ją. Sprawczość buduje pewność siebie, a pewność siebie buduje odwagę do kolejnych działań. To jest koło, które kręci się w obie strony, więc warto pilnować kierunku.
Porównuj się mądrze. Porównywanie się z innymi jest naturalne. Nie ma być presją, tylko punktem odniesienia, że się da.
Językiem doświadczania życia są emocje
Pamiętamy kontekst emocjonalny zdarzenia. To, jak go zapamiętamy, zdecyduje, co z tym zdarzeniem zrobimy w przyszłości. Od emocji zależy, czy po porażce uruchomimy proces wzrostu, czy zostaniemy w miejscu.
Psychologia pozytywna, na której opieram swoją pracę, mówi o tym wprost. Teoria poszerzania i budowania Barbary Fredrickson opisuje, jak pozytywne emocje zmieniają sposób działania naszego mózgu: radość, spokój, wdzięczność i nadzieja nie są „miłym dodatkiem” do życia. To mikrochwile, które poszerzają sposób myślenia, wzmacniają odporność psychiczną i budują wewnętrzne zasoby, krok po kroku, dzień po dniu.
Da się to ćwiczyć, i to prościej, niż brzmi:
- list wdzięczności do siebie,
- list wdzięczności do drugiej osoby,
- losowy akt życzliwości: komplement, rekomendacja dla byłego pracownika na LinkedInie, pozytywny komentarz, opłacona komuś kawa, notatka na czyimś samochodzie z informacją, że dobrze zaparkował.
Nie byłam tam sama

Wieczór otworzyła rozmowa Sylwii Gatnar z Barbarą Chrobok, wicestarostą powiatu wodzisławskiego, o budowaniu autorytetu na kompetencjach i o tym, gdzie szukać energii, żeby nie wypalić się w służbie publicznej. Agnieszka Ignaczak opowiedziała o ubezpieczeniach z perspektywy, którą rzadko się słyszy: człowieka, który słucha, zanim zaproponuje polisę. Spotkanie odbyło się pod patronatem Izby Gospodarczej w Wodzisławiu Śląskim, a cykl Kobiecy Format został objęty patronatem Kapitału Polskiego. Relacja organizatora: Prawo do porażki i siła autentyczności.
Żeby coś się zmieniło, musisz coś zmienić
Tym zdaniem zakończyłam wystąpienie i nim kończę ten tekst. Jeśli w Twojej firmie, klubie albo zespole temat prawa do błędu wraca częściej, niż ktokolwiek chciałby przyznać, porozmawiajmy o wystąpieniu lub warsztacie. Trzydzieści cztery minuty, bezpłatnie, bez zobowiązań. Więcej o formacie: Power Speech.
