Po co naprawdę wysyłasz dziecko na trening?

Kiedy dziecko zaczyna grać w piłkę nożną, rodzice zwykle mają przed oczami stadion ekstraklasy. Kiedy zapisuje się na tenis, widzą kort turniejowy. Nawet jeśli nikt nie powie tego głośno, pierwsza myśl brzmi: a może to będzie jego droga? Może zostanie piłkarzem, tenisistą, pływakiem?

Rozumiem tę myśl. Jest naturalna. Warto jednak zrobić jedno: wyjść na chwilę z boiska i spojrzeć na sprawę z góry. W metodzie PROSTO nazywam to Perspektywą, czyli widokiem z helikoptera. Z tej wysokości widać rzecz, której z trybun nie widać wcale.

Ścieżka sportowa jest wąska

Do najwyższych poziomów dochodzą pojedyncze jednostki. To nie jest ocena dzieci ani ich talentu. To zwykła statystyka każdej dyscypliny. Wielu rodziców ocenia jednak cały trening przez pryzmat tej jednej ścieżki: czy dziecko jest dość dobre? Czy awansuje? Czy zostanie zauważone?

Jeśli miarą sensu jest kariera zawodowa, to dla ogromnej większości dzieci trening okaże się w pewnym momencie stratą czasu. A tak wcale nie jest.

Co dziecko wynosi z treningu

Trening to długa ścieżka. Nie da się jej przejść na skróty ani nadrobić tygodnia zaniedbań. Dziecko, które na nią wchodzi, uczy się rzeczy trudnych do nauczenia w szkole:

  • punktualności, bo trening zaczyna się o określonej godzinie i nie czeka na nikogo,
  • odpowiedzialności, bo torbę trzeba spakować samemu i pamiętać o butach,
  • determinacji, bo poprawa przychodzi po tygodniach powtórzeń, nie po jednym udanym meczu,
  • współpracy, bo drużyna wygrywa albo przegrywa razem,
  • radzenia sobie z porażką, bo w sporcie przegrywa się często i trzeba wrócić na następny trening.

To nie są cechy, które dziecko dostaje w prezencie. To nawyki. Powstają z powtarzalności, a sport daje ją prawie za darmo.

Wymiar sumienności to skłonność do bycia zorganizowanym, odpowiedzialnym i wytrwałym w dążeniu do celu. Osoby z wysokim nasileniem tej cechy wykonują zadania obowiązkowo i rzetelnie. Sumienności nie musisz szukać u dziecka jak talentu. Możesz ją razem z nim ćwiczyć.

Porażka jest częścią programu

Wiele karier sportowych ma doświadczenie, że dopiero po spektakularnej przegranej przychodzi mistrzostwo. 

Dziecko przyzwyczajone do tego, że w domu i na treningu wolno mu się pomylić, uczy się ważnej rzeczy: błąd to informacja, nie wyrok. Tak kształtuje się środowisko motywacyjne. Trener zachęca tam do rozwoju, wspiera wszystkich zawodników i nagradza walkę do końca. Daje też prawo do błędu w odpowiednich momentach. Przeciwieństwem jest środowisko wynikowe, w którym liczy się tylko bycie najlepszym.

Zapytaj więc siebie nie tylko o to, czy klub ma dobre wyniki. Zapytaj też, w którym z tych dwóch środowisk twoje dziecko spędza tygodnie.

Wynik to jedna kolumna z kilku

Zbyt często oceniamy trening po tablicy wyników. Stoją one obok celów procesowych: technicznych, taktycznych, mentalnych i zadaniowych.

Przykładowo tenisista przegrywa mecz, ale zrealizował cel procesowy, czyli poprawił forhend. Na tablicy jest porażka. W rozwoju jest postęp. Dziecko, które nauczy się widzieć obie kolumny, zyskuje na całe życie. Potrafi ocenić własny wysiłek uczciwie: nie tylko przez pryzmat wyniku, który zależy też od rywala, sędziego i pogody.

Co z tego wynika

Trening jest okazją do wychowania, nie tylko do nauki techniki. Jeśli tak na niego spojrzysz, kilka rzeczy zmienia się od razu:

  1. Pytanie po meczu. Zamiast „Wygraliście?” spróbuj: „Co dziś ci wyszło i co chcesz poprawić?”.
  2. Samodzielność. Niech dziecko samo pakuje torbę i samo pilnuje godziny wyjścia. To jest ćwiczenie odpowiedzialności, nie kara ani obowiązek dorosłego.
  3. Decyzje. Nauka podejmowania decyzji. Tak rośnie dorosła odpowiedzialność, która przenosi się poza sport.
  4. Wpływ. Zamiast walczyć z tym, na co nie masz wpływu, rzuć energię tam, gdzie wpływ istnieje. Sędzia i rywal nie zależą od dziecka. Przygotowanie, wysiłek i reakcja na błąd zależą.

Sportowe nawyki mentalne przenoszą się na resztę życia. Oddech, który uspokaja przed rzutem karnym, uspokoi też przed klasówką. Plan, który pomaga zrobić trening, pomoże zrobić projekt na koniec semestru.

Trzy pytania na koniec

Zanim następnym razem usiądziesz na trybunie, zadaj sobie trzy pytania:

  • Czego chcę dla mojego dziecka: kariery czy człowieka, który poradzi sobie w życiu?
  • Jak reaguję, kiedy dziecko przegrywa: pytam o wynik czy o to, jak się czuje?
  • Co ten trening robi z jego charakterem w tym miesiącu, a nie w tym sezonie?

Nie musisz mieć gotowych odpowiedzi. Ważne, żeby pytania zostały w głowie.

Bo najważniejsza ścieżka, którą dziecko przechodzi na boisku, nie prowadzi na stadion. Prowadzi do dorosłego człowieka.

 

Udostępnij ten wpis:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Barbara Jacińska

Nie zmieniam życia za innych. Pomagam im odnaleźć odwagę, by sami stali się autorami swojej zmiany.

barbara jacińska (1)

Kategorie

Rekomendowane wpisy